Jeszcze niedawno pytanie o widoczność firmy w internecie sprowadzało się głównie do kilku dobrze znanych kanałów. Strona miała pojawiać się wysoko w Google, filmy powinny być widoczne na YouTube, a profile firmy i jej ekspertów regularnie pojawiać się w mediach społecznościowych. Dzisiaj do tego zestawu dochodzi kolejny sposób szukania informacji. Zamiast wpisywać krótką frazę w wyszukiwarce, użytkownik może opisać swój problem całym zdaniem, zadać dodatkowe pytania i dostać gotową odpowiedź przygotowaną przez system AI.
Dla firm B2B jest to szczególnie interesujące, bo właśnie tutaj research przed zakupem bywa długi i szczegółowy. Potencjalny klient nie pyta wyłącznie „jaki CRM wybrać”. Może opisać wielkość zespołu, obecny proces sprzedaży, potrzebne integracje, budżet i poprosić o porównanie kilku sposobów rozwiązania problemu. Podobnie wygląda wybór software house'u, systemu ERP, narzędzia SaaS, firmy doradczej czy dostawcy specjalistycznych usług.
Wokół tej zmiany szybko pojawiło się sporo nowych określeń: GEO, AEO, LLM SEO, AI search optimization czy pozycjonowanie w AI. Łatwo odnieść wrażenie, że powstała zupełnie nowa dziedzina marketingu, która wymaga innych zasad niż dotychczasowe SEO. W praktyce sprawa jest bardziej przyziemna. Google sam podkreśla, że w przypadku jego funkcji generatywnych podstawowe zasady SEO nadal obowiązują. Strona wciąż musi być dostępna dla wyszukiwarki, możliwa do zindeksowania i zawierać treści, które rzeczywiście odpowiadają na pytania użytkowników. Nie istnieje specjalny znacznik „dla AI”, który nagle zwiększa szanse na pojawienie się w odpowiedzi.
Zmienia się natomiast sposób, w jaki warto myśleć o samej treści.

Co właściwie oznacza pozycjonowanie w AI
Klasyczne SEO można w uproszczeniu opisać jako pracę nad tym, żeby treść mogła zostać znaleziona, zrozumiana i uznana za wartościową przez wyszukiwarkę oraz użytkownika. GEO, czyli generative engine optimization, odnosi się do widoczności w odpowiedziach generatywnych. AEO skupia się na systemach odpowiadających bezpośrednio na pytania, a określenie LLM SEO pojawia się zwykle w kontekście obecności firmy w odpowiedziach modeli językowych.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy z tych nazw wyciąga się wniosek, że trzeba zbudować od zera osobną strategię opartą na nowych trikach. W przypadku Google trudno to obronić. Firma opisuje swoje funkcje AI jako rozwinięcie istniejącego systemu wyszukiwania. Nadal wykorzystywany jest indeks Google, dotychczasowe systemy rankingowe oraz mechanizmy pozwalające pobierać informacje z różnych źródeł. Przy bardziej złożonym pytaniu wyszukiwarka może dodatkowo wykonywać kilka powiązanych wyszukiwań, żeby zebrać informacje potrzebne do przygotowania odpowiedzi.
Dlatego pytanie „co zrobić, żeby AI zaczęło mnie cytować?” nie jest najlepszym punktem wyjścia. Najpierw warto sprawdzić, czy firma publikuje informacje, które w ogóle mogą być użytecznym źródłem. Google opisuje ten kierunek dość jasno w swojej dokumentacji dotyczącej optymalizacji pod generatywne funkcje wyszukiwarki.
Najpierw trzeba mieć coś własnego do powiedzenia
Przez lata popularny model tworzenia artykułów wyglądał podobnie. Wybierano frazę, analizowano pierwszą stronę wyników Google, sprawdzano teksty konkurencji, a następnie przygotowywano własny materiał obejmujący mniej więcej te same zagadnienia. Taki artykuł może być poprawny, ale trudno oczekiwać, że będzie szczególnie wartościowym źródłem, jeśli dziesięć innych stron opisuje dokładnie to samo.
Właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabiera wiedza wynikająca z rzeczywistego doświadczenia firmy. Producent może pokazać dane z własnych realizacji. Software house opisać decyzje podjęte podczas projektu. Firma instalacyjna porównać rozwiązania, z którymi pracuje na co dzień. Konsultant może zebrać problemy powtarzające się w kilkudziesięciu audytach, a dostawca technologii pokazać błędy, które regularnie widzi podczas wdrożeń.
W wielu firmach taka wiedza już istnieje. Problem polega na tym, że pozostaje w głowach pracowników, prezentacjach handlowych, rozmowach z klientami i wewnętrznych dokumentach. Nigdy nie została uporządkowana w formie, którą może znaleźć ktoś spoza organizacji. Dobrze widać to również w przypadku firm technologicznych, o czym szerzej pisałem w artykule o content marketingu dla software house'u.
Treść łatwa do skopiowania
Treść, która wnosi coś własnego

Treść musi być dostępna
Nawet świetny materiał niewiele pomoże, jeśli wyszukiwarka nie może go znaleźć. W przypadku Google zasada jest prosta: żeby strona mogła pojawić się w Przeglądach od AI lub innych funkcjach generatywnych wyszukiwarki, musi być możliwa do zaindeksowania i spełniać podstawowe warunki obecności w wynikach wyszukiwania. Nadal znaczenie mają więc kwestie dobrze znane z klasycznego SEO: poprawna struktura serwisu, dostęp dla robotów, linkowanie wewnętrzne czy tekstowa dostępność najważniejszych informacji.
Podobnie wygląda to w innych systemach. OpenAI udostępnia osobnego robota OAI-SearchBot wykorzystywanego przy wyszukiwaniu w ChatGPT. Właściciel strony może zezwolić mu na dostęp albo go zablokować. Samo udostępnienie witryny oczywiście nie oznacza jeszcze, że konkretna strona zostanie wykorzystana w odpowiedzi.
Warto więc rozdzielić dwie rzeczy. Najpierw system musi mieć możliwość odnalezienia i odczytania materiału. Dopiero później pojawia się pytanie, czy uzna go za wystarczająco wartościowy, żeby wykorzystać go jako źródło. Na ten drugi etap nie istnieje prosta checklista gwarantująca efekt.
Nie pisz artykułów pod robota
Razem z popularnością GEO pojawiło się mnóstwo porad dotyczących tego, jak podobno powinien wyglądać tekst „czytelny dla AI”. Nagłówki w formie pytań, definicja w pierwszym zdaniu, krótki akapit, lista punktowana, tabelka, kolejne pytanie i ponownie gotowa odpowiedź. W ten sposób bardzo łatwo stworzyć artykuł, który formalnie wygląda na uporządkowany, ale czyta się jak instrukcję wygenerowaną z szablonu.
Google sam przestrzega przed nadmiernym dostosowywaniem treści do wyobrażenia o tym, jak działa AI. Nie trzeba przygotowywać osobnej wersji materiału dla systemów generatywnych ani tworzyć kilkunastu podstron odpowiadających na drobne warianty tego samego pytania. Wyszukiwarka potrafi rozumieć znaczenie tekstu i powiązania między tematami bez mechanicznego powtarzania konkretnych fraz.
Dobra struktura oczywiście nadal pomaga. Artykuł powinien mieć logiczne nagłówki, normalny tok argumentacji i miejsca, w których czytelnik może szybko odnaleźć potrzebną informację. Tyle że są to po prostu cechy dobrze przygotowanego tekstu eksperckiego. Jeżeli jakieś zagadnienie wymaga czterech sensownych akapitów, nie ma powodu rozcinać go na dziesięć jednozdaniowych sekcji tylko dlatego, że ktoś twierdzi, że „LLM-y lubią krótkie fragmenty”.
Nie wymaga pliku llms.txt, sztucznego „chunkowania” treści, osobnego sposobu pisania pod AI ani specjalnego schema.org dla Przeglądów od AI i Trybu AI.
Video i artykuł mogą powstawać z tego samego researchu
Dla firm, które regularnie tworzą materiały video, pojawia się tu jeszcze jedna możliwość. Wiedza eksperta może zostać wykorzystana nie tylko w filmie, ale również jako podstawa pełnego artykułu. Nie chodzi o pobranie automatycznej transkrypcji z YouTube i wklejenie jej na stronę. Język mówiony działa inaczej niż pisany, dlatego taka transkrypcja zwykle jest po prostu niewygodna w czytaniu.
Lepszy proces zaczyna się wcześniej. Najpierw powstaje research i rozmowa z ekspertem. Na tej podstawie przygotowywany jest film. Później ten sam materiał źródłowy można rozwinąć w artykuł, dodając dane, przykłady, odnośniki do źródeł i wyjaśnienia, które w nagraniu zostały tylko zasygnalizowane. W praktyce jest to rozwinięcie procesu, który opisywałem przy tworzeniu wielu materiałów z jednego dnia nagrań.
W efekcie jeden temat funkcjonuje w kilku formatach, ale nie jest bezmyślnie kopiowany z jednego miejsca do drugiego. Film pozwala poznać człowieka, zobaczyć sposób, w jaki tłumaczy problem, i znacznie szybciej zbudować zaufanie. Artykuł daje natomiast uporządkowany materiał tekstowy, do którego można wrócić, podlinkować go z innych stron i rozwijać razem z kolejnymi publikacjami.
Najpierw zbierasz wiedzę. Dopiero później decydujesz, w jakich formatach ma pracować.
Co z technicznym SEO video
Jeżeli film znajduje się również na stronie firmy, warto zadbać o kilka rzeczy, które od dawna są częścią video SEO. Google powinno mieć możliwość wejścia na stronę z filmem i odczytania jej zawartości. Miniatura powinna znajdować się pod stabilnym adresem, a osadzenie filmu nie powinno blokować dostępu wyszukiwarki. W przypadku stron, których głównym elementem jest konkretny materiał video, można wykorzystać dane strukturalne VideoObject, sitemapę video oraz dodatkowe informacje opisujące nagranie.
Nie należy jednak przypisywać tym elementom większej roli, niż faktycznie mają. Dane strukturalne pomagają wyszukiwarce zrozumieć zawartość strony, ale nie są przepustką do Przeglądów od AI. Google wyraźnie zaznacza, że nie istnieje specjalny typ schema.org przeznaczony do obecności w odpowiedziach generatywnych.
Techniczne porządki są potrzebne. Same nie zastąpią jednak dobrego materiału. Z podobnego powodu przy planowaniu firmowego kanału bardziej interesuje mnie strategia YouTube B2B i jakość tematów niż samo odhaczenie kolejnych ustawień publikacji.

Przewagę daje wiedza z pierwszej ręki
Jeżeli firma chce zwiększać swoją widoczność w wyszukiwaniu opartym na AI, warto przyjrzeć się temu, skąd właściwie biorą się jej treści. Jeśli cały proces polega na tym, że autor wpisuje temat do Google, otwiera kilka pierwszych wyników i na ich podstawie tworzy kolejny artykuł, trudno zbudować w ten sposób coś naprawdę wartościowego. Powstaje następna wersja informacji, które już wcześniej były dostępne w wielu innych miejscach.
Znacznie ciekawszy materiał pojawia się wtedy, kiedy źródłem jest człowiek, który przeprowadził kilkadziesiąt wdrożeń, obsłużył setki klientów albo przez kilka lat pracował z konkretnym problemem. Do artykułu mogą wtedy trafić rzeczy, których konkurencja nie skopiuje po dziesięciu minutach researchu: przypadki z projektów, wyniki testów, nietypowe problemy, decyzje podejmowane podczas realizacji, własne zdjęcia, dane albo obserwacje wynikające z codziennej pracy.
Dokładnie tak samo działa to w video. Rozmowa z ekspertem, który rzeczywiście zna temat, może dostarczyć znacznie ciekawszego materiału niż scenariusz zbudowany z kilkunastu ogólnych informacji znalezionych w sieci. Google nie zakazuje korzystania z generatywnej AI podczas tworzenia treści. Problem zaczyna się wtedy, kiedy automatyzacja służy do masowego produkowania stron, które nie wnoszą nic nowego. Narzędzie może pomóc w researchu, uporządkowaniu materiału czy redakcji, ale nadal ktoś musi dostarczyć doświadczenie i informacje, dla których warto ten materiał przeczytać.
Własne dane
Wyniki, pomiary, statystyki i obserwacje z własnej pracy.
Decyzje
Dlaczego w konkretnym przypadku wybrano jedno rozwiązanie zamiast drugiego.
Przypadki
Co wydarzyło się w realnym projekcie i jakie wnioski można z tego wyciągnąć.
Punkt widzenia
Wnioski eksperta, których nie da się uzyskać przez samo przepisanie wyników wyszukiwania.
Biblioteka wiedzy jest więcej warta niż pojedynczy artykuł
Jeden dobry tekst może przynieść ruch i odpowiadać na konkretne pytanie klienta, ale z perspektywy firmy znacznie ciekawszy efekt pojawia się wtedy, kiedy podobnych materiałów zaczyna być kilkanaście albo kilkadziesiąt.
Załóżmy, że firma zajmuje się wentylacją przemysłową. Jeden artykuł opisuje dobór instalacji, drugi najczęstsze błędy projektowe, kolejny porównuje technologie, a następny pokazuje konkretną realizację. Do tego dochodzą filmy, w których eksperci omawiają problemy spotykane na obiektach. Każdy materiał odpowiada na inne pytanie, ale razem zaczynają tworzyć spójny zasób wiedzy na określony temat.
Tutaj dużą rolę odgrywa linkowanie wewnętrzne. Użytkownik może przejść z ogólnego artykułu do bardziej szczegółowego materiału, a wyszukiwarka łatwiej odkrywa kolejne strony i rozumie relacje między nimi. Dlatego blog firmowy warto traktować mniej jak archiwum kolejnych wpisów, a bardziej jak bibliotekę wiedzy uporządkowaną wokół rzeczywistych problemów klientów. Podobną logikę wykorzystuje strategia video marketingowa B2B, kiedy zamiast przypadkowych publikacji budujemy kilka stałych obszarów tematycznych.
Każdy system działa trochę inaczej
W materiałach o LLM SEO często popełnia się błąd polegający na wrzucaniu wszystkich systemów generatywnych do jednego worka. Google dość szczegółowo opisuje sposób działania własnych funkcji AI i ich powiązanie z tradycyjnym indeksem wyszukiwarki. Nie oznacza to automatycznie, że dokładnie tak samo wygląda mechanizm wyboru źródeł w każdym modelu językowym.
ChatGPT Search może wyszukiwać aktualne informacje w internecie i pokazywać źródła wykorzystane przy tworzeniu odpowiedzi. OpenAI udostępnia również osobnego robota odpowiedzialnego za wyszukiwanie. Jednocześnie samo spełnienie warunków technicznych nie gwarantuje obecności konkretnej strony w wynikach.
Dlatego podchodziłbym ostrożnie do porad w rodzaju „dodaj trzy cytaty, tabelę i pięć definicji, a ChatGPT zacznie polecać twoją firmę”. Nie mamy podstaw, żeby składać takie obietnice. Znacznie bezpieczniej zadbać o rzeczy, które mają sens niezależnie od używanego modelu: publicznie dostępne treści, jasne informacje o firmie, oryginalne materiały eksperckie, konkretne przykłady i regularne publikowanie wiedzy z własnej dziedziny.
Ostrożnie z kolejnymi „hackami na GEO”
Przy każdej nowej technologii szybko pojawia się grupa rozwiązań, które podobno trzeba wdrożyć natychmiast, bo inaczej firma „zniknie z AI”. Nowe pliki, schematy, specjalne formatowanie, konkretna długość akapitów, odpowiednie proporcje pytań do odpowiedzi. Część nowych standardów może z czasem okazać się przydatna. Część prawdopodobnie zniknie równie szybko, jak się pojawiła.
Dlatego lepiej zachować normalną kolejność działań. Najpierw strona powinna być technicznie poprawna, treści dostępne dla wyszukiwarki, struktura serwisu logiczna, a same materiały na tyle dobre, żeby odpowiadały na rzeczywiste pytania klientów. Następnie można rozwijać multimedia, dane strukturalne, monitoring i testować nowe rozwiązania.
To podejście jest mniej efektowne niż obietnica „siedmiu sposobów na pierwsze miejsce w ChatGPT”, ale za to opiera się na rzeczach, nad którymi firma rzeczywiście ma kontrolę.
Jak mierzyć widoczność w AI
Przez długi czas jednym z największych problemów związanych z widocznością w generatywnych wynikach było mierzenie efektów. Ruch organiczny, pozycje fraz czy wejścia z YouTube można było sprawdzać od dawna, natomiast trudno było powiedzieć, jak często konkretna witryna pojawia się bezpośrednio w odpowiedziach generatywnych.
Google zaczyna udostępniać coraz więcej danych dotyczących swoich funkcji AI w Search Console. Od 31 sierpnia 2026 roku raport skuteczności w generatywnej sztucznej inteligencji jest dostępny globalnie i pokazuje między innymi wyświetlenia stron w Przeglądach od AI i Trybie AI. Po stronie ChatGPT można przynajmniej częściowo analizować ruch przychodzący z wyszukiwania, ponieważ linki z wyników są oznaczane parametrem pozwalającym rozpoznać źródło w analityce.
Nie pokaże to oczywiście pełnego wpływu AI na proces zakupowy. Użytkownik może zobaczyć nazwę firmy w odpowiedzi, a kilka dni później wejść na stronę bezpośrednio albo wyszukać markę w Google. To ten sam problem, który od lat występuje przy YouTube, LinkedInie czy podcastach. Nie każdą ekspozycję da się przypisać do późniejszego leada.

Google Search Console
- wyświetlenia w generatywnych funkcjach wyszukiwarki
- strony zdobywające najwięcej widoczności
- zmiany w czasie, urządzenia i kraje
Analityka i sprzedaż
- ruch z ChatGPT i innych źródeł AI, jeśli da się go rozpoznać
- wzrost zapytań brandowych i wejść bezpośrednich
- materiały pojawiające się w rozmowach handlowych
Od czego zacząć
Gdybym miał budować taki system od początku w firmie eksperckiej, nie zaczynałbym od tworzenia osobnej strategii „contentu dla AI”. Pierwszym krokiem byłoby zebranie pytań, które klienci zadają przed zakupem, podczas wdrożenia i po rozpoczęciu współpracy. Później sprawdziłbym, które z nich mają już sensowną, publicznie dostępną odpowiedź na stronie firmy, a przy których wiedza nadal istnieje wyłącznie w głowach handlowców, konsultantów i osób technicznych.
Dopiero na tej podstawie warto budować plan publikacji. Jeden temat może zaczynać się od researchu, przejść w rozmowę z ekspertem i film, a później zostać rozwinięty w artykuł zawierający dodatkowe dane, źródła i przykłady. Kolejne materiały powinny się ze sobą łączyć, zamiast powstawać jako przypadkowe wpisy wrzucane na blog wtedy, kiedy akurat trzeba coś opublikować.
Takie podejście ma jedną dużą zaletę. Materiał nie jest użyteczny wyłącznie wtedy, gdy jakiś system AI zdecyduje się go wykorzystać. Artykuł może zdobywać ruch z Google, film pracować na YouTube, fragment wypowiedzi pojawić się na LinkedInie, a handlowiec może przesłać materiał klientowi po spotkaniu. Jeśli później ta sama treść zacznie być wykorzystywana również w odpowiedziach generatywnych, dochodzi kolejny kanał dystrybucji tej samej wiedzy.
Firma nie tworzy więc „contentu pod ChatGPT”. Buduje publiczną bibliotekę własnego doświadczenia.
Zbierz pytania klientów
Sprzedaż, wdrożenia, support i konsultacje są lepszym źródłem tematów niż losowa lista fraz.
Znajdź wiedzę, której nie ma publicznie
Rozmowy z ekspertami, dane, przypadki, decyzje i własne doświadczenia.
Publikuj w kilku formatach
Nie kopiuj mechanicznie. Dopasuj artykuł, video i krótsze materiały do sposobu konsumpcji.
Połącz materiały
Linkowanie wewnętrzne i logiczne klastry robią z pojedynczych publikacji bibliotekę wiedzy.
Mierz i aktualizuj
Sprawdzaj widoczność w Google, ruch z AI i sygnały ze sprzedaży, a dobre treści rozwijaj.
Czy AI zastąpi SEO?
Na obecnym etapie niewiele na to wskazuje. Bardziej prawdopodobne jest to, że klasyczne SEO i wyszukiwanie generatywne będą przez dłuższy czas przenikać się nawzajem. Google nadal opiera swoje funkcje AI na istniejącym systemie wyszukiwania, a podstawowe zasady dotyczące indeksacji, jakości treści, struktury strony i linkowania wciąż mają znaczenie. Zmienia się przede wszystkim sposób, w jaki użytkownik korzysta z znalezionych informacji.
Kiedyś wyniki wyszukiwania były głównie listą stron. Dzisiaj coraz częściej mogą przyjmować formę gotowej odpowiedzi, porównania albo punktu wyjścia do dalszej rozmowy. Użytkownik nie zawsze musi kliknąć pierwszy wynik, żeby zetknąć się z nazwą firmy albo jej wiedzą. Dlatego pozycjonowanie prawdopodobnie będzie coraz mniej przypominało walkę o jedną konkretną frazę, a coraz bardziej budowanie widoczności wokół określonego obszaru wiedzy.
Dla firm B2B prowadzi to do dość prostego wniosku. Nadal trzeba zadbać o techniczne SEO, indeksację, strukturę serwisu i linkowanie. Jednak nawet najlepiej zoptymalizowana strona nie stworzy eksperckości tam, gdzie nie ma nic wartościowego do pokazania.
Jeżeli firma działa od dziesięciu lat, ma setki realizacji i ludzi, którzy doskonale znają swoją branżę, a w internecie znajdują się jedynie zakładka „O nas” i kilka ogólnych tekstów, głównym problemem nie jest brak tajnego sposobu na pozycjonowanie w LLM. Problem polega na tym, że znaczna część wiedzy tej firmy nadal nie została nigdzie opublikowana.
I właśnie od tego zacząłbym pracę nad widocznością w AI.
Oficjalna dokumentacja
Przy temacie wyszukiwania generatywnego warto oddzielać to, co rzeczywiście dokumentują platformy, od porad opartych głównie na domysłach. Najważniejsze źródła wykorzystane przy przygotowaniu tego artykułu:
FAQ
Czy pozycjonowanie w AI zastępuje klasyczne SEO?
Nie. W Google funkcje generatywne nadal opierają się na indeksie wyszukiwarki i podstawowych zasadach SEO. Widoczność w AI warto traktować jako kolejną warstwę wyszukiwania, a nie zamiennik technicznego SEO i dobrych treści.
Czy trzeba tworzyć osobne teksty pod AI?
Nie ma takiej potrzeby. Google wprost wskazuje, że nie trzeba przepisywać treści specjalnie dla systemów generatywnych ani dzielić ich na sztucznie krótkie fragmenty. Tekst powinien być przede wszystkim użyteczny i czytelny dla odbiorcy.
Czy llms.txt pomaga w widoczności w Google AI?
Google informuje, że plik llms.txt nie pomaga ani nie szkodzi widoczności w jego wyszukiwarce. Inne systemy mogą rozwijać własne standardy, dlatego nie warto budować całej strategii na jednym technicznym pliku.
Jak mierzyć widoczność firmy w AI?
W Google można korzystać z raportu generatywnej AI w Search Console. Ruch z wyszukiwania ChatGPT można częściowo rozpoznawać w analityce dzięki oznaczeniu źródła. Warto też obserwować zapytania brandowe, wejścia bezpośrednie i rolę treści w procesie sprzedaży.
